Przyjąłem sobie za cel, aby moje archiwum w pierwszej kolejności objęło jak największy zbiór pamiątek rodzinnych. To zadanie udało mi się praktycznie zrealizować. Druga część archiwum, stale rozbudowywana i powiększana, odnosi się do wyjątkowych i rzadkich dokumentów, względnie zdjęć z interesujących mnie obszarów historii. W ten sposób zgromadziłem dość pokaźną kolekcję starych faktur, papierów firmowych oraz dokumentów różnych organizacji i instytucji, z reguły mało znanych, a często zapomnianych. Czynię starania, aby pozyskać dokumenty dotyczące historii Ziemi Oświęcimskiej, Małopolski, Galicji, Austro-Węgier, I wojny światowej, Legionów, 20-lecia międzywojennego, polskich organizacji i instytucji działających przed II wojną światową oraz szeroko pojętej historii wojskowości. Tematyka jak widać jest dość szeroka, stąd też nie zamierzam gromadzić wszystkiego, ale jak zostało wspomniane powyżej tylko dokumenty, które odkrywałyby nieznane karty z przeszłości i wnosiły „coś do nowego” do obecnego stanu wiedzy.

Kolejny cel, do którego dążę, to digitalizacja całego zbioru oraz tych „pamiątek”, których nie uda mi się pozyskać w postaci fizycznej. Na szczęście żyjemy w czasach, w których wykonanie skanu nie stanowi żadnej trudności. Posiadanie fizyczne nabiera drugorzędnego znaczenia, jeśli podstawa pracy badawczej opiera się na kopiach cyfrowych.

Oczywiście mógłbym zamknąć się ze swoimi zbiorami w czterech ścianach i i cieszyłyby one tylko „moje oko”, względnie najbliższej rodziny oraz znajomych. Postanowiłem, że będzie jednak inaczej. Dlaczego? Aby odpowiedzieć na to pytanie, przytoczę fragment wywiadu z profesorem Januszem Skalskim, opublikowany w miesięczniku Uniwersytetu Jagiellońskiego „Alma Mater” (nr 145-146 z 2012 r., str. 77-79). Moim zdaniem doskonale oddaje on istotę rzeczy. Co prawda jest w nim mowa o książkach, ale równie dobrze zamiast o nich, można by tak samo powiedzieć o starych dokumentach.

W trakcie naszej pierwszej rozmowy na temat udostępniania Bibliotece Jagiellońskiej do zeskanowania druków medycznych z Pana kolekcji zareagował Pan na ten pomysł bardzo entuzjastycznie. Dlaczego uznał Pan, że warto?

Z dwu powodów, niekoniecznie górnolotnych. Po pierwsze, z poczucia obowiązku. Książka to wiedza, a wiedzą cywilizowany człowiek powinien się dzielić. To byłyby te szlachetniejsze pobudki. Uważam, że trzymanie książek pod zamknięciem w domowym „lamusie” ma w sobie coś egoistycznego i nadopiekuńczego, chociaż nie jest, oczywiście, naganne. Po drugie uważam, że dla kolekcjonera wielkość i jakość zbioru jest sprawdzianem skuteczności. Nieujawnianie zbioru – to tak jak zatajanie swoich wyników sportowych. Kolekcja jest moją dumą. I mam nadzieję, że nie ma w tym nic zdrożnego.

Wg mnie stare dokumenty to wiedza o przeszłości, a tą cywilizowany człowiek powinien… 🙂

Stąd pomysł, aby archiwum cyfrowe było dostępne online. Pierwszy etap obejmuje prezentację pojedynczych dokumentów/zdjęć na blogu. Docelowo zamierzam skatalogować i opisać cały zbiór zgodnie ze standardami archiwalnymi i w tak przygotowanej formie umieścić na stronie internetowej.

Na koniec dodam, że na blogu publikuję również inne wpisy związane z tematyką historyczną i archiwalną.