Dzisiaj będzie bez patosu, wojny, Oświęcimia i spraw poważnych…

Poniższa fotografia została wykonana pod koniec lat 50-tych, zapewne w 1957 roku w Polance Wielkiej. Jej autorką jest babcia mojej żony – Franciszka Grzechacka. Zdjęcie przedstawia trójkę jej dzieci oraz ptaka… Przy czym nie został on złapany przypadkowo, celem wykorzystania jako „statysta”. Kawka, bo dokładnie o niej mowa, była ranna w skrzydło i znajdowała się pod opieką wujka żony (pierwszy z prawej). Między chłopcem o kawką musiała się wytworzyć dość silna więź, skoro po powrocie do zdrowia potrafiła polecieć za nim do szkoły i usiąść na ramieniu. Jest to historia autentyczna. Oczywiście nie wszystko układało się różowo. Ptak narobił również pewnych szkód. Mianowicie pewnego dnia jego łupem padła książka. Przytrzymując nóżką kartki, targał je dziobem i tak zniszczył własność lokalnej biblioteki. Nikt już nie pamięta, co stało się dalej z tym zwierzakiem.

Natomiast zdjęcie nie stanowiło tylko ozdoby rodzinnego albumu, ale zostało wyróżnione i opublikowane przez „Gazetę Krakowską”. Niestety wydania powojenne tego czasopisma nie zostały jeszcze zdigitalizowane. Może kiedyś uda mi się je odnaleźć…

…i byłbym zapomniał. Drzewko w tle stoi do dziś, z tym że jest to już dość wiekowa jabłonka.

dzieci